Obniżyliśmy mocno wskaźnik długu, czas go odważnie powiększyć

Dług publiczny w Polsce spadł do poziomu niższego niż w 2008 r. – roku upadku Lehman Brothers. To daje rządowi niezły punkt startu, by teraz nie przejmować się długiem i solidnie wesprzeć firmy i gospodarstwa domowe w czasie załamania gospodarczego. Ten punkt mógłby być oczywiście lepszy, gdyby nie przedwyborcze, bardzo „hojne” programy społeczne. Ale nie jesteśmy wcale w złej pozycji. Ważne, by stworzyć mechanizmy, które zapewnią później redukcję długu w czasie odbicia gospodarczego.

Na koniec 2019 r. dług publiczny, liczony według metodologii Unii Europejskiej, spadł do 46 proc. PKB. Spadek jest wynikiem wysokiego nominalnego wzrostu gospodarczego i całkiem niskiego deficytu fiskalnego (deficyt to ubytek dochodów w relacji do wydatków w danym roku, dług zaś to ogólna wartość kredytów i obligacji państwa). Oznacza to, że dług jest najniższy od 2007 r.

O ile możemy powiększyć teraz zadłużenie? Rząd zdaje się postępować bardzo ostrożnie, jakby chciał bronić kraj przed nadmiernym zadłużeniem. Z wypowiedzi przedstawicieli rządów w mediach w minionych dniach można wnioskować, że liczą oni, iż dług nie wzrośnie mocno ponad poziom 50 proc. PKB.

Ale moim zdaniem to nieporozumienie. Czas na wstrzemięźliwość jest w okresach dobrej koniunktury, nie złej. Sądzę, że sam spadek PKB wywinduje wskaźnik długu do poziomów zbliżonych do 50 proc. PKB. Do tego dochodzi spadek dochodów podatkowych, który doda kolejne kilka punktów procentowych. A dodatkowo gospodarka potrzebuje dziś potężnego wsparcia płynnościowego. Wiele firm już zaczęło zwalniać pracowników, wiele firm zrobi to w kwietniu. Po takiej dezorganizacji produkcji odbicie po epidemii będzie dużo trudniejsze. Rząd nie powinien obawiać się programów wydatkowych idących w kwoty zbliżone do 5 proc. PKB, czyli znacznie większych niż to, co zapowiedziano w tarczy antykryzysowej.

To wszystko oznacza, że dług może znacznie przekroczyć 60 proc. PKB. Ale nie powinniśmy się tego obawiać nadmiernie. Jeżeli będziemy krajem dynamicznym gospodarczo to bez najmniejszych problemów poradzimy sobie z obsługą tego zadłużenia. Jeżeli nie będziemy – to ciężarem będzie dla nas nawet dużo niższy dług. To nie w długu tkwi zagrożenie, tylko w ewentualnym spadku naszego potencjału rozwojowego.

Istnieje oczywiście ryzyko, że wiarygodność kredytowa Polski ucierpiałaby na nadmiernym powiększeniu długu. Dlatego będziemy potrzebowali planu, jak sfinansować ten jednorazowy przyrost długu po epidemii. Z części transferów społecznych trzeba może będzie zrezygnować. Część zamożniejszych grup społecznych będzie musiała zapłacić wyższe podatki. Część funduszy z UE będziemy musieli przeznaczyć na redukcję długu. Ale to wszystko będą problemy do załatwienia po kryzysie. Nie dziś.

***

Zainteresowanym osobom polecam śledzenie danych na temat epidemii zamieszczanych na naszej stronie covid.spotdata.pl.

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Jeśli chcecie się dowiedzieć jak pandemia COVID-19 może wpłynąć na Waszą firmę i gospodarkę polecamy PB Forecast Makro UE „Monitoring kryzysowy”.

 

 

 

O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez „Rzeczpospolitą” i Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Przemysł w Europie tąpnął, w Chinach ożył

Koniunktura przemysłowa w Europie, w tym w Polsce, gwałtownie tąpnęła w marcu, a to dopiero początek zjawiska recesji. Tymczasem w Chinach doszło do wyraźnej poprawy wskaźnika koniunktury przemysłowej – w głównej mierze ze względu na rozruch fabryk po ich zatrzymaniu i realizację opóźnionych dostaw.  Popyt nawet w Chinach pozostaje słaby.

Indeks PMI dla przemysłu w Polsce wyniósł w marcu 42,4 pkt, wobec 48,2 pkt w lutym. To największy spadek indeksu w historii badań, czyli od 1998 r. Taki odczyt spójny jest z istotnym spadkiem produkcji przemysłowej, w granicach -5 proc. rok do roku, choć przy tak dużych zaburzeniach produkcji dokładne oszacowania mają mały sens. Moje generalne założenie, oparte na wielu źródłach, jest takie, że ogólna aktywność gospodarcza w czasie społecznej kwarantanny jest o ok. 20-30 proc. niższa od normy. To jest załamanie, z jakim gospodarka mierzy się od mniej więcej połowy marca i z jakim zostanie do mniej więcej maja.

Podobnie słabe lub nawet słabsze odczyty widać we wszystkich krajach europejskich. W strefie euro indeks PMI spadł w marcu do 44,5 pkt, z 49,2 pkt w lutym.

Jednocześnie w Chinach indeks PMI odbił w zaskakująco mocny sposób w marcu – do 50,1 pkt, z 40,3 pkt w lutym. Widać, że tamtejsza gospodarka powoli budzi się do życia po kwarantannie. Niestety nie oznacza to, że wszystko wraca do normy. Poprawa indeksu pokazuje jedynie, że wobec fatalnego lutego nastąpiła poprawa. Jak wskazuje firma Markit, prowadząca badanie, wynika to z powolnego otwierania fabryk, realizacji zaległości produkcyjnych itd. Popyt tymczasem wciąż pozostaje słaby i utrzyma się na niskim poziomie jeszcze przez wiele tygodni.

Patrząc na ścieżki epidemii, Europa jest w tym momencie w analogicznym punkcie, w którym Chiny były w pierwszej dekadzie lutego, a Stany Zjednoczone są jeszcze ok. 10 dni później. W umiarkowanie optymistycznym scenariuszu można założyć, że powolne budzenie się produkcji do życia w Europie nastąpi w trzeciej dekadzie maja, a w USA w czerwcu. Wiadomo, że pierwsza połowa roku to będzie potężny szok dla całej światowej gospodarki. Walka toczy się teraz o to, by przygotować zasoby na mocny restart gospodarki w drugiej połowie roku. Będzie to bardzo trudne biorąc pod uwagę opinie epidemiologów o możliwym powrocie epidemii późnym latem/jesienią, ale nie jest to niemożliwe. Doświadczenia krajów azjatyckich pokazują, że jeżeli system ochrony przed epidemią jest gotowy, to można ją ograniczać na wczesnym etapie bez drastycznych kosztów.

***

Zainteresowanym osobom polecam śledzenie danych na temat epidemii zamieszczanych na naszej stronie covid.spotdata.pl.

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Jeśli chcecie się dowiedzieć jak pandemia COVID-19 może wpłynąć na Waszą firmę i gospodarkę polecamy PB Forecast Makro UE „Monitoring kryzysowy”.

 

 

 

O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez „Rzeczpospolitą” i Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Czy obawy przed inflacją są uzasadnione?

W ostatnim miesiącu znacząco wzrosły obawy przed inflacją w Polsce. Widać to w badaniach nastrojów konsumentów. Trudno powiedzieć, czy wpływ ma na to epidemia, ale dowody anegdotyczne wskazują, że wśród ludności istnieją obawy, iż za kryzys zapłacimy inflacją. Czy tak będzie? Może tak w dalszej przyszłości być, choć raczej nie na skalę, której obawiają się niektórzy pesymiści.

Oczekiwania dotyczące inflacji w najbliższym roku wyraźnie wzrosły w marcu – tak wynika z badań nastrojów konsumentów publikowanych przez Komisję Europejską. Widać to na załączonym wykresie. Dane pokazują odsetek netto obywateli, którzy oczekują wzrostu inflacji w ciągu 12 miesięcy. Sięgał on 32,5 proc. i był najwyższy od listopada 2012 r. Najciekawszy jest jednaj znaczący miesięczny wzrost tego wskaźnika, jeden z najwyższych w ostatnich latach.

Dane mogą tylko częściowo uwzględniać efekty epidemii. Generalnie nastroje konsumentów raportowane przez Komisję Europejską poprawiły się w Polsce marcu, w przeciwieństwie do innych krajów Unii Europejskiej. To sugeruje, że badanie w Polsce było prowadzone w dużej mierze jeszcze przed ewidentną falą obaw o gospodarcze skutki epidemii. Pokazuje to też, że wskaźniki nastrojów generalnie są jeszcze słabym punktem odniesienia do oceny skutków kryzysu.

Ale wskaźnik dotyczący inflacji jest moim zdaniem wart uwagi. Obserwując debatę publiczną, zarówno tę bardziej zorganizowaną (media tradycyjne), jak i rozproszoną (media społecznościowe), mam wrażenie, że obawy przed inflacją są powszechne. To jest oczywiście tylko moje odczucie, zobaczymy, czy potwierdzą to badania opinii publicznej za kolejne miesiące. Postanowiłem jednak na te obawy odpowiedzieć.

Wydaje się, że w pierwszej fazie kryzysu inflacja powinna się obniżać. Przede wszystkim ze względu na załamanie cen surowców, w tym ropy naftowej, które przekłada się m.in. na ceny paliw. Ponadto przedsiębiorcy doświadczeni nagłym wstrząsem i posiadający wciąż duże zapasy towarów lub moce produkcyjne starają się często sprzedawać produkty lub usługi po niższych cenach. Widać to zresztą po pierwszych odczytach inflacji w Europie Zachodniej. W poniedziałek pojawiły się wstępne dane z Niemiec czy Hiszpanii, które pokazały spadek inflacji w marcu, mimo przyspieszenia cen żywności.

W dłuższym okresie sytuacja jest już mniej klarowna. Na razie większość prognoz pokazuje, że inflacja będzie niższa przez pandemię. Ale pamiętajmy, że najczęściej stosowane modele prognostyczne są całkowicie nieprzystosowane do takiego wstrząsu, jaki obserwujemy. Nigdy wcześniej spadek aktywności gospodarczej nie był tak szybki, szeroko zakrojony demograficznie, przy jednocześnie tak bardzo złożonej specyfice wstrząsu. Sądzę, że typowe modele ekonometryczne mogą bardzo słabo radzić sobie z opisem sytuacji. Lepiej pasowałyby modele strukturalne, służące do symulowania zachowań gospodarki, a nie badania statystycznych zależności historycznych, ale te z kolei słabo się sprawdzają przy prognozowaniu i prawie w ogóle nie są używane przez analityków rynkowych (może czas to zmienić?).

Moje spojrzenie na inflację w perspektywie dłuższej niż parę miesięcy jest takie, że przy relatywnie krótkiej recesji (2-4 miesiące) inflacja zareaguje spadkiem, ale przy dłuższej i głębszej recesji (4-5 miesięcy lub dłużej, z dwucyfrowym spadkiem PKB) może zareagować w końcu wzrostem ponad średnią historyczną. 

Skąd ta różnica? Przede wszystkim zakładam, że rząd będzie dążył do utrzymania w miarę stabilnych dochodów nominalnych ludności – przez różne dotacje, zasiłki, kredyty państwowe itd. Wydaje mi się zatem, że siła nabywcza ludności nie spadnie aż tak mocno jak produkcja dóbr i usług. Ta przewaga popytu nad podażą może generować presję na wzrost cen. Jeżeli recesja będzie krótka, to ta presja będzie znikoma i ustąpi efektom spadku cen surowców i różnych wyprzedaży stosowanych przez firmy. Jednocześnie przy relatywnie krótkiej recesji potencjał produkcji dóbr i usług nie ulegnie istotnej zmianie, przy restarcie gospodarki podaż dóbr i usług może być bardzo szybko zwiększona. Więc nie będzie presji na istotny wzrost cen.

Ale przy długiej i głębokiej recesji to się może zmienić. Potencjał produkcji dóbr i usług znacząco spadnie – część firm zamknie działalność, część zwolni dużą część załogi, część straci płynność kontaktów handlowe z partnerami. Jeżeli w tym samym czasie rząd będzie dążył do podtrzymania nominalnych dochodów ludności, to inflacja może w końcu wyraźnie wzrosnąć.  Nie wydaje mi się, by groziła nam bardzo wysoka, dwucyfrowa inflacja, zakładam bowiem, że jako państwo utrzymamy zdolność do zarządzania procesami gospodarczymi w kraju na rozsądnym poziomie. Inflacja bez kontroli zwykle jest efektem chaosu gospodarczego i społecznego, a ja przyjmuję na razie, że aż tak zły scenariusz nie będzie realizowany. Ale inflacja przewyższająca trendy z ostatnich 15-20 lat wydaje mi się możliwa.

Można też spojrzeć na problem z innej strony. Długa recesja wywołana pandemią na pewno doprowadzi do potężnego wzrostu wskaźników zadłużenia – albo w sektorze prywatnym, albo w sektorze publicznym. Dochody firm spadną znacząco w relacji do ich nominalnych zobowiązań i albo weźmie to na siebie państwo, albo ten problem zostanie w bilansach przedsiębiorstw. Z wysokiego zadłużenia zaś najłatwiej będzie wyjść utrzymując mocno ujemne realne stopy procentowe. Dlatego sądzę, że jeżeli recesja będzie długa i głęboka to wychodzeniu z niej będzie towarzyszyła podwyższona inflacja. Może to będzie 4-5 lub 5-6 proc., w porównaniu z obecnymi celami inflacyjnymi na poziomie 2-3 proc. Sądzę, że taka sytuacja mogłaby być nawet optymalna przy skali szkód wywołanych kryzysem w negatywnym scenariuszu.

***

Zainteresowanym osobom polecam śledzenie danych na temat epidemii zamieszczanych na naszej stronie covid.spotdata.pl.

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Jeśli chcecie się dowiedzieć jak pandemia COVID-19 może wpłynąć na Waszą firmę i gospodarkę polecamy PB Forecast Makro UE „Monitoring kryzysowy”.

 

 

 

O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez „Rzeczpospolitą” i Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Jak na bieżąco śledzić gospodarkę

W czasie takich zawirowań gospodarczych i społecznych jak obecnie śledzenie tradycyjnych danych ekonomicznych traci trochę sens. Cóż nam bowiem może mówić dynamika produkcji przemysłowej za luty? Dlatego wprowadzamy powoli w SpotData szereg metod pozwalających na bieżącą ocenę koniunktury. Raportujemy je na bieżąco w naszym monitoringu PB Forecast (link tutaj – zapraszam do zapisu!). Będę również o nich informował w newsletterze.

Jednym z kluczowych wskaźników pozwalających na ocenę aktywności gospodarczej może być popyt na energię elektryczną. W ostatni piątek o godz. 13.00 (liczymy dane z tej godziny, aby wyłapać aktywność produkcyjna, a nie aktywność gospodarstw domowych) popyt na energię był o 12,6 proc. niższy niż w analogiczny piątek ubiegłego roku. Jak widać na wykresie, wyraźny spadek aktywności zaczął się w okolicach 8-9 marca, czyli tuż przed wprowadzeniem zakazu organizacji imprez masowych i zamknięciem szkół. Kluczowy był też prawdopodobnie fakt, że wtedy zaczęły stawać fabryki we Francji (a później we Włoszech), co obniżyło zamówienia w Polsce.

Jak interpretować ten spadek w kontekście szerszej aktywności gospodarczej? W przeszłości miesięczny popyt na energię bardzo rzadko spadał o więcej niż 5 proc. rok do roku, nawet w czasie głębokich kryzysów (jak w 2013 r.). Jeżeli więc obecny spadek utrzyma się lub pogłębi, będzie to oznaczać 3-4 krotnie większy wstrząs niż największe epizody spowolnienia gospodarczego. Jednocześnie na razie popyt na energię w Polsce spada wolniej niż we Francji czy we Włoszech, gdzie spadki sięgają 30 proc. Widać, że duża część aktywności produkcyjnej wciąż jest utrzymana.

Trzeba oczywiście pamiętać, że popyt na energię nie może opisywać aktywności całej gospodarki, ponieważ istnieją bardzo duże różnice w enegochłonności branż. Ale przy braku kompleksowych wskaźników, jest to jeden z dobrych papierków lakmusowych. Będziemy je łączyć z innymi tego typu wskaźnikami, by na bieżąco szacować aktywność gospodarczą. W tym momencie, bazując na różnych informacjach i wskaźnikach, które często mają bardzo niepewny charakter, szacowałbym, że aktywność gospodarcza w Polsce znajduje się ok. 15-20 proc. poniżej normy.

Jak co dzień, pokazujemy również krzywe epidemii by na bieżąco odpowiadać na pytanie, do kiedy mogą trwać obostrzenia w aktywności ludności. Najwcześniejszym możliwym terminem zniesienia obostrzeń wydaje się maj. Ale wielu ekspertów twierdzi, że obostrzenia będzie trzeba utrzymać dłużej, aby zapobiec drugiej fali epidemii.

***
Poniżej jak codziennie przedstawiam ścieżki epidemii. Pozytywnie można natomiast interpretować fakt, że ścieżka diagnozowanych zachorowań w Polsce ma wyraźnie niższe nachylenie niż ścieżka włoska czy francuska. Zobaczymy jak to będzie wyglądało w kolejnych dniach. Jednocześnie zainteresowanym osobom polecam śledzenie danych na temat epidemii zamieszczanych na stronie covid.spotdata.pl – jest to aplikacja przygotowana przez naszego analityka Kamila Pastora.

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Jeśli chcecie się dowiedzieć jak pandemia COVID-19 może wpłynąć na Waszą firmę i gospodarkę polecamy PB Forecast Makro UE „Monitoring kryzysowy”.

 

 

 

O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Wprowadźmy dochód gwarantowany firm

Rząd przyjął projekt działań antykryzysowych związanych z recesją wywołaną przez epidemię COVID-19. Projekt nosi nazwę „Tarczy Antykryzysowej” i ma ochronić płynność firm oraz miejsca pracy w okresie przestoju gospodarki. Z wypowiedzi przedstawicieli rządu wynika, że projekt może wejść w życie w ciągu dwóch tygodni.

Ocenę „tarczy antykryzysowej” już zamieściłem w tym newsletterze – zainteresowanych odsyłam do artykułu. Program ma odpowiednią wielkość na początek, ale ostatecznie może okazać się za mały. Zawiera też luki narażające go na niską skuteczność.

Dziś chciałem opisać problem, który moim zdaniem staje się coraz bardziej widoczny. I jednocześnie chcę zaproponować rozwiązanie tego problemu. Otóż program antykryzysowy jest bardzo złożony, stara się punktowo odpowiedzieć na wiele wyzwań związanych z płatniczą zapaścią w gospodarce (po szczegóły zapraszam do serwisu Zdrowy Biznes „Pulsu Biznesu”). To byłoby dobre podejście w czasie normalnej recesji, w której poszczególnie sektory gospodarki stopniowo reagują na zaburzenia w popycie. Tymczasem obecny kryzys jest bezprecedensowo szybki – w ciągu tygodnia zatrzymała się ogromna część aktywności gospodarczej, przez sieć transakcji gospodarczych już płyną potężne zatory płatnicze. Złożoność wprowadzanych działań antykryzysowych i tempo ich wprowadzania zupełnie nie przystają do tempa załamania. To trochę tak, jakby czołgiem gonić samolot. Rozumiem, że to jest naturalne tempo działania administracji, która – jak każda duża struktura – musi działać według procedur i schematów. Ale możliwe, że dałoby się jednak zastosować inne podejście, znacznie szybsze.

Moja propozycja opiera się na pomyśle ekonomistów Gabriela Zucmana i Emmanuela Saeza. Chodzi o dochód gwarantowany dla firm. Każda firma tracąca przychody mogłaby uzyskać uzupełnienie połowy tej utraty przez okres trzech-czterech miesięcy. Bez żadnych warunków wstępnych, oprócz udokumentowanie ubytku przychodów w okresie kwiecień-lipiec. Uzupełnienie mogłoby pokrywać określoną część kosztów, szczególnie kosztów płacowych. Nie trzeba pokrywać całości tych kosztów, ponieważ w okresie zamrożenia gospodarki potrzeby generalnie są mniejsze (płace części pracowników możnaby zredukować o połowę by uniknąć wysyłania ich na bezrobocie).

Dzięki temu firmy szybko zyskałyby pewność na czym stoją. Pracownicy uniknęliby zwolnień. Zatory płatnicze zmalałyby. Wraz z wakacjami kredytowymi wprowadzanymi przez banki oraz potężnymi zastrzykami płynności wykonywanymi przez NBP do systemu bankowego mogłoby to pozwolić „zamrozić” gospodarkę na kilka miesięcy bez destrukcji struktur organizacyjnych firm i kapitału ludzkiego.

A koszty? Szacuję, że wykonanie takiej operacji kosztowałoby 250-300 mld zł. Kwotę tę możnaby w połowie podzielić na bezpośrednie dotacje, a w połowie na kredyt gwarantowany przez państwo. Dotacje otrzymałyby firmy mniejsze i nie mające możliwości odrobić strat z okresu lockdownu (głównie usługowe), a kredyt firmy większe i firmy mające możliwość odrobić straty w przyszłości (głównie produkcyjne). Jeżeli kryzys by się przedłużał, wsparciem można zwiększyć.

Czy to nie doprowadzi nas do nadmiernego zadłużenia publicznego? Może doprowadzi, ale trudno mi znaleźć bardziej atrakcyjne alternatywy. Załamanie aktywności gospodarczej i tak doprowadzi do ogromnych długów, tyle że w sektorze prywatnym. Od tych długów nie ma ucieczki – niezapłacone faktury, opóźnione kredyty, prolongowane zobowiązania podatkowe, zaciągnięte kredyty obrotowe, to wszystko i tak się pojawi. Proponowana przeze mnie operacja przeniesie po prostu dużą część tego zadłużenia kryzysowego z sektora prywatnego na sektor publiczny, czyli uwspólnotowi dług. Uważam, że łatwiej będzie sobie z takim zadłużeniem w przyszłości poradzić gospodarce jako całości.

Jesteśmy w absolutnie wyjątkowej sytuacji, która wymaga absolutnie wyjątkowej reakcji. Obawiam się, że stosowanie schematów z przeszłości to może być trochę za mało.

***
Poniżej jak codziennie przedstawiam ścieżki epidemii. Jednocześnie zainteresowanym osobom polecam śledzenie danych na temat epidemii zamieszczanych na stronie covid.spotdata.pl – jest to aplikacja przygotowana przez naszego analityka Kamila Pastora.

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Jeśli chcecie się dowiedzieć jak pandemia COVID-19 może wpłynąć na Waszą firmę i gospodarkę polecamy PB Forecast Makro UE „Monitoring kryzysowy”.

 

O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Czy ten kryzys będzie głębszy niż po Lehman Brothers?

Pierwsze publikacje indeksów koniunktury PMI za marzec pokazują to, co widać gołym okiem – wstrząs dla aktywności gospodarczej będący efektem epidemii COVID-19 nie ma precedensu w najnowszej historii. Jest to szybszy i głębszy wstrząs niż po upadku banku Lehman Brothers w 2008 r. Indeks PMI złożony dla przetwórstwa i usług w strefie euro spadł do najniższego poziomu od początku badań (1998 r.).

Kluczowe pytanie brzmi teraz: czy konsekwencje tego wstrząsu będą również większe niż efekty wielkiego kryzysu finansowego? Przypomnijmy, że wtedy doszło do długotrwałego wzrostu bezrobocia, trwałego spadku dochodów ludności i trwałego wzrostu niepewności. Oczywiście nie wiemy, czy teraz będzie podobnie. Sądzę, że znajdujemy się w sytuacji, w której znacznie łatwiej jest zidentyfikować szanse niż ryzyka.

Po stronie szans, czyli czynników, które mogą sprawić, że średnio i długookresowe efekty COVID-19 będą znacznie łagodniejsze niż efekty upadku Lehman Brothers, można wymienić przede wszystkim naturę wstrząsu. Kryzys finansowy był efektem wielu nierównowag narastających przez długie lata w światowej gospodarce – nadmiernego zadłużenia zagranicznego niektórych krajów, nadmiernych inwestycji w nieruchomości w niektórych krajach, złego podejścia do zarządzania ryzykiem w sektorze finansowym itd. Te nierównowagi musiały zostać wyeliminowane, a na to potrzeba było wielu lat. Innymi słowy, organizm gospodarczy był niezdrowy i potrzebował długiej kuracji. Teraz natura wstrząsu jest inna – jest on całkowicie zewnętrzny (jak mówią ekonomiści – egzogeniczny) wobec struktury gospodarki, a więc gospodarka nie potrzebuje zmian strukturalnych, które zajęłyby dużo czasu. Pracownicy nie muszą szukać nowych zajęć w miejsce znikających zawodów, kapitał nie musi szukać nowych szans inwestycyjnych w miejsce bankrutujących firm. Po wstrząsie wiele procesów może toczyć się tym samym tempem.

Szansą na uniknięcie długookresowych konsekwencji jest też szybka reakcja polityk gospodarczych. W przeciwieństwie do 2008 r., nie ma długotrwałego deliberowania nad potrzebą ratowania gospodarki przez wydatki publiczne – taką konieczność akceptuje dziś przytłaczająca większość ekonomistów i decydentów.

Sądzę, że bardzo potrzebne jest nam dziś przekonanie, że możemy wyjść z tego bez wielkich urazów. Tylko wtedy decydenci będą w stanie podejmować odważne decyzje. Szykowanie się na wieloletni kryzys jest samo w sobie kryzyso-genne.

Natomiast oczywiście są też czynniki, które mogą sprawić, że wstrząs związany z epidemią będzie poważniejszy niż kryzys finansowy. Jeżeli okaże się, że epidemia faluje, a wynalezienie skutecznych terapii i szczepionek wydłuża się, wówczas głęboka recesja może trwać kilkanaście miesięcy – a może nawet dłużej. Wtedy nastąpią zmiany struktury gospodarczej, które bardzo trudno będzie szybko odwrócić. W części branż zatrudnienie spadnie trwale, część firm nie spłaci kredytów w ogóle, wysoki dług publiczny może wymagać podwyższonej inflacji, co z kolei doprowadzi do zubożenia części ludności. Za tym będą szły konflikty społeczne i polityczne, globalizacja już nie wróci na stare ścieżki.

To wszystko jest możliwe. Ale umówmy się – zasięg negatywnych scenariuszy jest nieograniczony. Ważne jest by działać, przy realistycznych, ale umiarkowanie optymistycznych założeniach, a jednocześnie mieć plany rezerwowe na wypadek wystąpienia scenariuszy gorszych.

Poniżej jak codziennie przedstawiam ścieżki epidemii. Widać, że procentowy przyrost nowych przypadków jest niższy w krajach europejskich, ale wciąż jesteśmy bardzo daleko od momentu, kiedy będzie można powiedzieć, że obecna fala epidemii zaczyna wygasać.

Jednocześnie zainteresowanym osobom polecam śledzenie danych na temat epidemii zamieszczanych na stronie covid.spotdata.pl – jest to aplikacja przygotowana przez naszego analityka Kamila Pastora.

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Jeśli chcecie się dowiedzieć jak pandemia COVID-19 może wpłynąć na Waszą firmę i gospodarkę polecamy PB Forecast Makro UE „Monitoring kryzysowy”.

PB Forecast

O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Dwa węzły gordyjskie dla rządu i nas wszystkich

Rząd i całe społeczeństwo stanie wkrótce przed koniecznością dokonania wyborów, które będą wiązały się z ogromnym ryzykiem – bez względu na podjętą decyzję. To będzie trochę jak chodzenie po górskiej grani po ciemku. Pierwsza decyzja dotyczy skali powiększenia długu publicznego w celu ratowania firm przed upadkiem. Druga decyzja będzie dotyczyła zakończenia tzw. lock-downu w warunkach niepewności dotyczącej ścieżki epidemii.

Jeżeli chodzi o ratowanie firm, to rząd powoli dopracowuje pakiet ratunkowy dla gospodarki. Z wypowiedzi wiceministra finansów Leszka Skiby wynika, że wydatki związane z tym pakietem sięgną ok. 60 mld zł (niecałe 3 proc. PKB). A do tego należy doliczyć naturalny w takiej sytuacji głęboki spadek dochodów sektora finansów publicznych (to może być drugie tyle).

Pytanie, czy to wciąż nie za mało? Na zachodzie coraz częściej mówi się o pakietach fiskalnych bardziej zbliżonych do 10 proc. PKB. Nie wliczając działań kredytowych po stronie banków centralnych i państwowych banków rozwoju. Sądzę, że w tym momencie jako scenariusz bazowy należy przyjąć bardzo głęboką recesję w drugim kwartale i ostrożne ożywienie w kolejnych kwartałach – z mocnym odbiciem dopiero na wiosnę 2021 r. Może być oczywiście lepiej lub gorzej, ale to jest chyba najbardziej racjonalne założenie. W takich warunkach potrzeba wsparcia fiskalnego ze strony rządu będzie większa niż to co obecnie jest zapowiadane.

Z drugiej strony, Polska jest krajem o niższej wiarygodności kredytowej i dla nas zadłużenie w długim okresie będzie niosło większe koszty. Moim zdaniem to nie powinno ograniczać skali zwiększania wydatków, ale rozumiem, że rząd na razie boi się bardziej odważnych deklaracji. Trwa testowanie gruntu.

Jeżeli chodzi o zakończenie lock-downu, to decyzja będzie jeszcze trudniejsza. Na razie konieczne jest wygaszenie obecnej fali epidemii by lepiej przygotować się na kolejną. Ale gospodarka nie może trwać długo w warunkach takiego zawieszenia jak obecnie. To będzie niosło gigantyczne koszty społeczne, w pewnym momencie wykraczające poza koszty samej epidemii – przyznają to nawet eksperci od zdrowia. Spadek PKB w obecnych warunkach może sięgać kilkudziesięciu procent (stają nie tylko punkty usługowe, ale powoli też fabryki), utrzymanie takiego stanu rzeczy przez więcej niż parę miesięcy (bardziej 1-3 niż 4-6) oznacza wstrząs większy niż Wielka Depresja na początku lat 30. XX wieku. Wprawdzie po tym wstrząsie powinno nastąpić dynamiczne odbicie (w przeciwieństwie do epizodów depresji), ale jeżeli wstrząs będzie trwał długo to zniszczone zostaną struktury organizacyjne niezbędne do takiego odbicia. Dlatego w pewnym momencie możemy stanąć przed wyborem: ratowanie życia versus ratowanie dobrobytu ludności.

Patrząc na liczbę raportowanych przypadków COVID-19, widać, że w ostatnich dniach nastąpiło pewne ograniczenie przyrostu. Może ono wynikać z faktu, że testuje się tylko najpoważniejsze przypadku lub z faktu, że przyrost nowych zachorowań zwalnia. Tego nie wiemy. Wielu statystyków uważa, że dane o raportowanych infekcjach są mało wiarygodne i na ich podstawie nie powinno budować się predykcji. Jednak z drugiej strony to na podstawie tych danych mogą być podejmowane decyzje polityczne o blokadach lub odblokowaniu ruchu ludności. Sądzę więc, że wciąż warto te dane śledzić, znając jednocześnie ich ograniczenia.

PB Forecast

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Ocena programu rządu: ambitny, ale musi być mocniejszy

Rząd ogłosił program pt. Tarcza Antykryzysowa, który ma wesprzeć firmy w okresie pandemii COVID-19. Wielkość programu wskazuje, że władze rozpoznają powagę problemu i są gotowe się z nim zmierzyć. Ale jednocześnie program wciąż wydaje się w niektórych aspektach niedopracowany. W tym kontekście szczególnie niezrozumiałe jest dlaczego władze nie przekładają wyborów prezydenckich. Możliwe, że w najbliższym czasie będą potrzebne działania zmieniające konstytucję, w takich warunkach potrzebna jest fundamentalna zgoda polityczna co do kierunku działań – w warunkach kampanii taka zgoda jest niemożliwa.

Tarcza Antykryzysowa ma pięć filarów: a) ochrona miejsc pracy, b) finansowanie przedsiębiorstw, c) ochrona zdrowia, d) ochrona bezpieczeństwa systemu finansowego, c) program inwestycji publicznych. W dużym uproszczeniu ok. 70 proc. tego programu to są działania wspierające płynność finansową firm, a ok. 30 proc. działania wspierające pracowników i firmy poprzez system dotacji, podatków i stymulowanego popytu. Nie chcę podawać kwot, ponieważ moim zdaniem w oficjalnych komunikatach sumuje się liczby, które nie do końca można sumować (transfer dla pracownika to nie jest to samo co prolongata leasingu dla firmy).

Ponieważ nie ma jeszcze szczegółów tego planu, więc trudno dokonać jednoznacznej oceny. Natomiast kilka uwag wysuwa się na pierwszy plan.Po pierwsze, nareszcie rozmawiamy o wysokich kwotach – pisałem kilka dni temu, że potrzebne są radykalne działania. Po drugie,  brakuje bardzo natychmiastowego wsparcia dla branż, które stanęły w miejscu – transportu, turystyki, części handlu, sportu/rekreacji, organizacji konferencji itd. To są branże, które nie tylko stracą przychody niemal całkowicie, ale także nie odrobią tych przychodów w przyszłości. Nie można oczekiwać, że firmy w tych branżach zapłacą podatki i wynagrodzenia za okres, kiedy prawie w ogóle nie działają.  Nie zapłacą też wielu innych zobowiązań, a po restarcie nie będą w stanie też ich uregulować. Do pomocy tym branżom potrzebne są innowacyjne narzędzia prawne i finansowe, a nie tylko takie, które były wykorzystywane przy poprzednich kryzysach. Po trzecie, potrzebne są szersze ramy koncepcyjne działania – kiedy ratujemy, kogo, na jakich zasadach i jak to finansujemy. Musimy mieć plan A, B i C. Niektóre firmy już zaczynają zwolnienia, szczególnie pracowników na umowach śmieciowych. Powinny otrzymać jaśniejszy sygnał, na co w jakich warunkach mogą liczyć, a na co nie. Po czwarte, powinniśmy dążyć do szerszej koordynacji międzynarodowej działań rządu. W długim okresie tylko wysiłek całej UE jest w stanie złagodzić skutki tego kryzysu.

Jeżeli pandemia będzie się przedłużała, to staniemy przed dramatycznym wyborem. Albo będziemy musieli powiększyć dług publiczny do rozmiarów, których sobie wcześniej nie wyobrażaliśmy. Albo będziemy musieli zaakceptować przejściowy chaos w gospodarce – wzajemne restrukturyzacje zobowiązań przez firmy, zwolnienia itd. Nie ma jednoznacznej metody, by wyznaczyć, która ścieżka jest optymalna. Ja bym optował za pierwszą – maksymalne powiększenie długu publicznego (do tego potrzebna jest zmiana konstytucji) ze zobowiązaniem do spłaty z przyszłych przepływów finansowych z Unii Europejskiej.

Jak co dzień, poniżej pokazuje uaktualnione krzywe epidemii. Niestety nie ma żadnych dobrych informacji We Włoszech krzywa wciąż jest w punkcie wznoszącym i nie wypłaszcza się. Inne kraje idą drogą Włoch. To, co może dawać jakąś nadzieję, to że nie wszędzie liczba przypadków śmiertelnych jest tak wysoka jak we Włoszech czy Hiszpanii. Zobaczymy, czy to jakieś trwałe zjawisko, czy tylko szum w danych i opóźnienia.

PB Forecast

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Idzie polskie QE i fiskalna bazooka

Narodowy Bank Polski zapowiedział szereg działań zmierzających do podtrzymania płynności banków i rynku obligacji skarbowych. Jednym z nich jest plan skupu obligacji skarbowych. Jego celem jest zapewnienie wsparcia dla rynku tych papierów w okresie, gdy państwo będzie przeprowadzało masywne emisje. Szykujemy się w Polsce, podobnie jak na całym świecie, na niespotykany dotychczas program wsparcia sektora prywatnego przez państwo. Teraz nie ma właściwie innego wyboru, nawet jeżeli koszty w przyszłości potencjalnie mogą okazać się wysokie. Koszty te będzie w stanie odrobić jeżeli utrzymamy zdolność gospodarki do szybkiego restartu po pandemii.

Kluczowe instrumenty wprowadzone przez bank centralny są następujące. Po pierwsze, są to operacje repo dla banków, czyli takie, w których banki mogą otrzymać tanią pożyczkę pod zastaw określonych aktywów. To ma umożliwić płynne rozliczenia bankowe, które są niezbędne dla sprawnego działania całego systemu finansowego. Po drugie, będzie to skup obligacji skarbowych. To ma zapewnić obroty na rynku, na którym zaraz pojawi się masa nowych obligacji. Po trzecie, będzie to udostępnienie bankom kredytu wekslowego, dzięki któremu banki będą mogły utrzymać finansowanie przedsiębiorstw (m.in. prolongatę spłaty kredytów). Po czwarte, będzie to obniżenie stopy rezerw obowiązkowych (to ma uwolnić płynne zasoby banków) oraz podniesienie oprocentowania tych rezerw (to ma ograniczyć negatywny wpływ kryzysu na wyniki banków).

Co bardzo ważne, NBP podkreśla, że teraz kluczowa jest rola polityki fiskalnej – działania banku centralnego tylko to wspierają. A jaką rolę ma polityka fiskalna? Ogromnie trudną – musi przejąć na siebie część zobowiązań sektora prywatnego, tak, aby sektor ten był gotowy do szybkiego restartu po epidemii. Jeżeli restart będzie szybki i zdecydowany, co jest możliwe, to przejęte przez państwo zobowiązania da się spłacić bez problemu. Gorzej jeżeli restart będzie się opóźniał.

Sektor prywatny w wielu obszarach traci zdolność regulowania bieżących zobowiązań – wypłacania wynagrodzeń, spłacania kredytów, płacenia podatków, opłacania innych kosztów. W miarę upływu czasu ten problem będzie rozlewał się z branż najbardziej zagrożonych na inne branże. Po pewnym czasie część firm zacznie bankrutować, część pracowników tracić pracę. To potencjalnie może być problem masowy. I wtedy nie będzie mowy o szybkim restarcie gospodarki. Część zdolności produkcyjnych zostanie utracona na długo. Firmy, które będą musiały oddać maszyny wzięte na kredyt, nie odnowią szybko działalności. Zwolnieni pracownicy nie wrócą szybko na swoje stanowiska. Niespłacone kredyty zatkają system finansowy. Trudno wyliczyć właściwie wszystkie negatywne skutki. Dlatego państwo musi dokonać znaczącego powiększenia swojego długu by przejść na swoje barki część uderzenia. W ten sposób jako społeczeństwo rozkładamy bardziej równomiernie koszty wstrząsu.

Niestety projekcje epidemiologiczne wskazują, że restart gospodarki nie nastąpi szybko. Wczoraj naukowcy z Imperial College London opublikowali analizę, z której wynika, że stoimy przed tragicznym wyborem: albo szczyt epidemii będzie bardzo wysoki, co oznacza totalne przeciążenie systemu szpitalnego, albo epidemia będzie powracać. Wykres to obrazujący zamieszczam poniżej i zachęcam do lektury materiału – jest relatywnie prosty w odbiorze. To oznacza, że musimy szykować się na potężną interwencję państwa. Przynajmniej dopóki nie powiększymy zdolności systemu ochrony zdrowia do przyjmowania pacjentów i masowego testowania.

Jednocześnie przypomniałbym, że – jak w każdym kryzysie – jest wiele niewiadomych. Do tej pory nie docenialiśmy niewiadomych czynników ryzyka. Możliwe, że znajdujemy się w momencie, gdy nie doceniamy niewiadomych czynników szansy. Możliwe, że jesteśmy w okresie szczytu paniki.

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

PB Forecast


O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.

 

Czas radykalnych decyzji

Szukanie odpowiedzi na epidemię COVID-19 to jeden wielki eksperyment, zarówno w sferze organizacyjnej jak i finansowej. Mało kto na taką sytuację jest dobrze przygotowany. Rządy najbardziej rozwiniętych krajów (np. Wielkiej Brytanii) robiły symulacje kryzysu pandemii, ale te symulacje najczęściej dotyczyły pandemii grypy, która ma nieco inne cechy niż COVID-19. Obecna choroba wymaga hospitalizowania znacznie większego odsetka chorych i ma wyższe wskaźniki śmiertelności niż grypa, co sprawia, że obciążenie systemu szpitalnego oraz panika ludności są znacznie większe.

Żeby zaplanować przyszłość musimy najpierw dokonać założeń, jak obecna pandemia będzie przebiegać. Na podstawie opinii epidemiologów zamieszczanych w różnych publikacjach w mediach i wydawnictwach naukowych możemy przyjąć bazowe założenie, że szczyt pandemii nastąpi za ok. 2-3 miesiące, a późną jesienią wystąpi ryzyko powrotu choroby. Wobec tego scenariusza bazowego można określić dwa scenariusze skrajne – pozytywny i negatywny. W scenariuszu pozytywnym zmiany pory roku wywołują silniejszy spadek fali pandemii wiosną. W scenariuszu negatywnym pandemia zostaje z nami na dłużej.

Polska gospodarka wchodzi oczywiście w głęboką recesję. Sądzę, że w scenariuszu bazowym jesteśmy w stanie w ciągu roku przywrócić gospodarkę do jako takiej normalności, choć porządkowanie po chaosie będzie trudne (w scenariuszu pozytywnym odbędzie się to szybciej, w ciągu paru kwartałów). W scenariuszu negatywnym kraj będzie musiał przejść na tryb quasi-wojenny, z szerokimi elementami centralnego planowania.

Bardzo ważne jest by zrozumieć, że to, czy szybko odbijemy po pandemii, zależy od utrzymania zdolności produkcyjnych i organizacyjnych w jej czasie. Większość działań, oprócz tych w obszarze ochrony zdrowia, musi być nakierowana na zapobieganie upadkom firm i zwalnianiu pracowników.

Jak reagować? Oto kilka punktów, które uważam za istotne.

Po pierwsze, priorytet mają inwestycje i zaopatrzenie w systemie ochrony zdrowia. Musimy szybko zainwestować w zasoby potrzebne do przyjmowania bardzo dużej fali pacjentów oraz w zasoby do masowego testowania.

Po drugie, musimy mieć plan restartu działania w warunkach epidemii (gdy fala będzie opadała). Gospodarka nie może długo stać w miejscu, bo koszty będą tak duże, że zaczną przekraczać koszty związane z ograniczaniem pandemii. Trzeba wypracować procedury związane z telepracą, dystansowaniem, środkami higieny, szybkim testowaniem. Możliwe, że powinniśmy zreplikować strategię masowego testowania stosowaną przez Koreę, gdzie jest relatywnie mało przypadków śmiertelnych (choć tu nie czuję się ekspertem).

Po trzecie, potrzebne jest wprowadzenie instrumentów pozwalających pracodawcom zagrożonych firm wysyłać pracowników na bezpłatne urlopy, częściowo finansowane przez państwo. Rząd nie musi finansować dużej części traconego wynagrodzenia, bo w czasie przejściowym konsumpcja i tak jest obniżona. Najpierw można zacząć od branż najbardziej zagrożonych, a później też pozwolić na to innym branżom.

Po czwarte, potrzebne jest odroczenie części zobowiązań podatkowych w firmach.

Po piąte, potrzebne jest wsparcie finansowe dla firm, aby zapobiegać ich bankructwom. Może się to odbywać przez kredyty udzielane przez BGK lub przez restrukturyzację zapadalności zobowiązań finansowych firm i gospodarstw domowych wobec banków. To musi się odbyć w szybkim porozumieniu z KNF i NBP. KNF musi obniżyć bufory kapitałowe banków, a NBP zapewniać finansowanie tym bankom, które mogą mieć problemy.

Po szóste, potrzebny jest plan zarządzania makroekonomicznego, związany z finansowaniem rosnącego zadłużenia. Wzrost długu publicznego może być potencjalnie bardzo wysoki. NBP powinien być gotowy do skupu obligacji skarbowych jeżeli na rynku wystąpią jakieś zaburzenia.

Po siódme, po ustaniu ograniczeń w aktywności ludności trzeba będzie przejściowo skrócić część wakacji, czy ograniczyć urlopy. Spłata wszystkich powstających w czasie kryzysu zobowiązań będzie wymagała bardzo silnego wzrostu PKB w kwartałach po pandemii.

Nie jestem oczywiście przekonany na 100 proc., że opisane działania są optymalne. Ale jesteśmy w czasie wielkiego eksperymentowania, a musimy działać szybko i odważnie.

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

PB Forecast


O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.