Inflacja wybiła w górę, ceny usług rosną najszybciej od 2001 r.

Nowy Rok rozpoczynamy bardzo mocnym akcentem cenowym. Inflacja w Polsce zaskakująco przyspieszyła w grudniu, a niektóre jej miary są blisko najwyższych poziomów od … 18 lat. Nie jest to dobra informacja. Wyraźny skok inflacji w Polsce może obniżyć dynamikę konsumpcji i tym samym PKB. Choć jest to właściwie naturalna reakcja gospodarki na bardzo szybki wzrost płac z ostatnich lat.

GUS podał wstępny odczyt inflacji za grudzień, z którego wynika, że wzrosła ona do 3,4 proc., wobec 2,6 proc. w listopadzie. Co najciekawsze, wzrost jest wiedziony nie wahliwymi cenami żywności, które często są odpowiedzialne za takie niespodzianki, ale cenami bazowymi, czyli kategoriami po odjęciu żywności i energii. Ze szczątkowych danych (pełne zostaną podane w połowie miesiąca) można wnioskować, że inflacja bazowa wyniosła ok. 3,2 proc., czyli mogła być najwyższa od kwietnia 2002 r. Dane podane przez Eurostat wskazują, że ceny usług rosły w Polsce w grudniu najszybciej od listopada 2001 r. 

Powód podwyżek cen to oczywiście opóźniona reakcja na wzrost płac oraz podwyżki niektórych cen regulowanych (np. wywóz śmieci). Można też zadać uzasadnione pytanie, czy firmy z wyprzedzeniem nie zareagowały na skokowy wzrost płacy minimalnej, który nastąpił w styczniu. Tego nie wiemy, bo mamy na razie za mało danych.

Ponieważ od 2020 r. rosną ceny energii elektrycznej, inflacja może na początku roku znacznie przekroczyć 4 proc. Spowolnienie realnych wynagrodzeń jest już w takiej sytuacji bardzo wyraźne i może negatywnie przełożyć się na konsumpcję. Tym samym inflacja pomaga sprowadzić gospodarkę z cyklicznej górki, dając jednocześnie firmom nieco oddechu – wzrost cen oznacza, że łatwiej przerzucają one koszty na ceny i tym samym odbudowują prawdopodobnie marże. 

Ekonomiści uznający lekko dodatnią inflację za pozytywne zjawisko zawsze wskazywali, że pozwala ona obniżyć realną dynamikę wynagrodzeń bez cięcia płac nominalnych, które jest praktycznie niemożliwe. I to właśnie teraz obserwujemy. Przy tak rozkręconej gospodarce, taka inflacja nie jest zjawiskiem szokującym.

Rada Polityki Pieniężnej w swoich projekcjach przewidywała, że inflacja na początku 2020 r. może przekroczyć 4 proc. A później, wedle tych projekcji, ma zacząć się obniżać. Sądzę, że w RPP pojawi się niepokój dopiero wtedy, gdy inflacja zbliży się do 5 proc. i/lub jeżeli nie zacznie spadać na wiosnę.

Źródło danych ekonomicznych: LINK

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela.

Sprawdź na:  www.spotdata.pl/ogolna

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.
 
Produkcja w Polsce wciąż odporna na niemiecką recesję

Dane o produkcji przemysłowej należą do najważniejszych miesięcznych wskaźników koniunktury (wysoko korelują się z PKB), więc kronikarski obowiązek zmusza do odnotowania wczorajszej publikacji w tej dziedzinie. Produkcja w Polsce rośnie wolno, ale przedstawiając ją na tle załamania produkcji w Niemczech, wygląda już znacznie lepiej. Można nawet dopatrywać się jakichś sygnałów lekkiego odbicia w Polsce po letnim dołku.

W listopadzie produkcja przemysłowa wzrosła o 1,4 proc. rok do roku, wobec wzrostu o 3,5 proc. w październiku. Trudno się tymi danymi zachwycać.

Ale jest kilka „ale…”. Tegoroczny listopad miał niską liczbę dni roboczych, a zeszłoroczny – wysoką. Jeden dzień roboczy to często ok. 1-2 pkt proc. w dynamice produkcji. Więc gdy uwzględnimy ten efekt, to dane rysują się nam już wyraźnie lepiej.

Co więcej, produkcja w Polsce nie reaguje jakoś wyraźnie na pogłębiające się załamanie w przemyśle niemieckim. Szacuję, że po usunięciu wspomnianych (i innych) efektów sezonowych samo przetwórstwo wzrosło w Polsce w listopadzie o 2 proc., podczas gdy w Niemczech spadało ostatnio w tempie przekraczającym 6 proc. rocznie. Polskie firmy mają dłuższy cykl zamówień niż niemieckie, więc ta reakcja może jeszcze przyjść. Ale z drugiej strony, widzimy ożywienie w przemyśle na świecie, które może pozytywnie przekładać się na polskich producentów.

Po fali rewizji w dół prognoz dla polskiej gospodarki nadszedł chyba moment lekkiego wyczekiwania – może przyszły rok nie będzie tak zły, jak się wydawało pesymistom.

Źródło danych ekonomicznych: LINK

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela.

Sprawdź na:  www.spotdata.pl/ogolna

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.
 
Płace wyraźnie zwalniają. Koniunktura? PPK? Płaca minimalna?

Wynagrodzenia rosną w Polsce coraz wolniej. Wprawdzie ich nominalna dynamika wciąż jest wysoka, ale jest już znacznie niższa niż w pierwszej połowie roku, a po uwzględnieniu inflacji jest już nawet niższa niż długookresowy trend. Co się dzieje? Pierwsza intuicyjna odpowiedź jest taka, że to po prostu naturalny efekt spowolnienia gospodarczego. Ale w danych można też dostrzec efekt wprowadzenia pracowniczych planów kapitałowych. I możliwe też jest, że firmy szykują się na skokową podwyżkę płacy minimalnej.

W listopadzie przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 5229 zł i było o 5,3 proc. wyższe niż przed rokiem. Są to dane obejmujące ok. 6 mln pracujących w firmach niefinansowych zatrudniających powyżej 9 osób. Lepszych na bieżąco nie mamy (na wykresie poniżej prezentuję trend – wyjaśniam to dalej).

Te 5,3 proc. to sporo. Ale pamiętajmy, że w pierwszej połowie roku średni wzrost wynosił niemal 7 proc. I rynek też nie oczekiwał aż takiego spowolnienia. A po uwzględnieniu inflacji, przeciętne realne wynagrodzenie wzrosło tylko o 2,6 proc., wobec 5 proc. w pierwszej połowie roku. I ten wskaźnik jest już poniżej długookresowego trendu, wynoszącego 3 proc. (mniej więcej tyle, ile wynosi w Polsce przeciętna dynamika wydajności pracy).

To spowolnienie płac może być efektem pogarszających się perspektyw popytu w gospodarce. Zarówno twarde dane ekonomiczne, jak i ankiety wśród przedsiębiorstw pokazują, że gospodarka zwalnia. W takiej sytuacji firmy mogą być mniej chętne do podwyżek wynagrodzeń. Normalne, cykliczne zjawisko. I tu możnaby zakończyć ten tekst, gdyby nie fakt, że interesująca jest reakcja firm na zmiany regulacyjne – wprowadzenie pracowniczych planów kapitałowych, które podnoszą koszty pracy po stronie pracodawców, oraz skokowe podniesienie płacy minimalnej .

PPK w dużych firmach weszło od lipca (w ramach programu pracodawcy muszą wpłacać dla pracownika 1,5-4 proc. jego pensji brutto, a dodatkowe 0,5-4 proc. płaci sam pracownik ze swojej pensji brutto; pracownik może się wypisać z programu). Są to firmy, które odpowiadają aż za 63 proc. łącznej kwoty wypłacanych wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw! I co widzimy w danych? Trend płac, czyli zmiany wygładzone przez odjęcie krótkookresowych wahań i efektów sezonowych, wyraźnie spowolnił dokładnie od połowy 2019 r. Mimo że spowolnienie gospodarcze było odczuwalne już wcześniej, więc trudno znaleźć szczególny powód, dlaczego trend miałby się zmienić akurat w połowie roku.

Oczywiście można argumentować, że ten dowód jest dość miałki. Bo jest. Ale pamiętajmy, że rezygnacja z podwyżek po wprowadzeniu PPK byłaby zupełnie racjonalną decyzją firm i pracowników. Samo PPK stanowi rodzaj podwyżki dla pracownika – pracodawca wpłaca na konto pracownika pieniądze, które stają się jego prywatnymi aktywami i do których wcześniej nie miał on żadnego tytułu.

Jest też inna zmiana regulacyjna na horyzoncie – podwyżka płacy minimalnej od stycznia aż o 15,6 proc. Możliwe, że część firm wstrzymała podwyżki płac do nowego roku, wiedząc, że część pracowników dostanie regulacyjnie wyższe pensje, a części trzeba będzie je podnieść w reakcji na rewizję całej siatki płac. Z moich szacunków, czynionych na potrzeby jednego z projektów, które realizowaliśmy w SpotData, wynika, że podniesienie minimalnego wynagrodzenia w takiej skali jak w Polsce w 2020 r. podnosi dynamikę średniego wynagrodzenia o ok. 1 pkt proc. – choć biorąc pod uwagę, że w Polsce wciąż mamy rynek pracownika, ten efekt może być nieco większy. Może firmy robią na to miejsce.

Choć zatem płace zwolniły, to wkrótce mogą znowu przyspieszyć.

Źródło danych ekonomicznych: LINK

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela.

Sprawdź na:  www.spotdata.pl/ogolna

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


O Autorze:
Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.
Polska z coraz większą nadwyżką handlową

Żyjemy w czasach wojen handlowych, gdy nadwyżki handlowe znów, jak w dalekiej przeszłości, są traktowane przez niektóre kraje (hmm, proszę zgadnąć które) niemal jak dobro narodowe. Powinniśmy się więc może bardzo cieszyć, że mamy coraz większą nadwyżkę handlową. I rzeczywiście można w tej nadwyżce odnaleźć pozytywne zjawiska. Ale nie tylko.

NBP podał, że eksport towarów wzrósł w październiku o 4 proc., a import spadł o 0,1 proc. rok do roku. Nadwyżka handlowa wyniosła 440 mln euro. A patrząc na średnią za trzy miesiące po wyrównaniu sezonowym, będącą przybliżeniem krótkookresowego trendu, nadwyżka wyniosła 223 mln euro i była najwyższa od listopada 2011 r. Co jeszcze ciekawsze, saldo handlowe wyszło na plus w ujęciu sumy za 12 minionych miesięcy.

Pozytywnym zjawiskiem jest na pewno solidny wzrost eksportu. Rośnie on wyraźnie szybciej niż import krajów Unii Europejskiej, co oznacza, że producenci z Polski powiększają swój udział w rynkach unijnych oraz zwiększają sprzedaż na inne rynki. Polska maszyna eksportowa działa na wysokich obrotach.

Spójrzmy na to też inaczej. Polska w pierwszej dekadzie XXI wieku zaciągała duże zobowiązania zagraniczne, w postaci inwestycji bezpośrednich i portfelowych w naszym kraju. Suma netto aktywów i pasywów zagranicznych wszystkich podmiotów w Polsce stała się przez to wysoce ujemna. Teraz przyszedł czas spłacania zobowiązań. Wysoki eksport w tym pomaga, bowiem nadwyżka eksportu nad importem de facto prowadzi do obniżenia zobowiązań zagranicznych.

Ale porzućmy te rozważania długookresowe. Rosnąca nadwyżka handlowa to też objaw słabości importu i inwestycji. Jak już tłumaczyłem wielokrotnie, saldo obrotów bieżących, którego saldo handlowe jest głównym komponentem, jest tak naprawdę różnicą między krajowymi oszczędnościami a krajowymi inwestycjami. Wyraźna zmiana tego salda w górę oznacza, że albo rosną oszczędności albo słabną inwestycje. Patrząc na ostatnie dane z Polski, można przypuszczać, że mamy do czynienia z osłabieniem inwestycji (lub szerzej rzecz ujmując – akumulacji, do której, oprócz inwestycji, należą też zapasy). Można to też wyjaśnić w następujący sposób. Polska nie jest dużym producentem towarów inwestycyjnych, raczej je importujemy niż eksportujemy. Jeżeli przy solidnie rosnącej konsumpcji import jest tak słaby, to widocznie słabe są też inwestycje.

Możemy się więc z rosnącego salda handlowego i cieszyć i nim martwić. Wszystko zależy od perspektywy. Patrząc na długookresową stabilność gospodarki, nadwyżka cieszy. Patrząc na krótkookresowy cykl, nadwyżka martwi.

Źródło danych ekonomicznych: LINK

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela.

Sprawdź na:  www.spotdata.pl/ogolna

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


O Autorze:
Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.
Inflacja coraz wyższa, czekamy na zimowe zmiany cenników

Ceny w Polsce rosną niemal perfekcyjnie zgodnie z celem inflacyjnym. I to jest dobra wiadomość. Ale jednocześnie widać wciąż narastającą presję inflacyjną w usługach, wynikającą m.in. z wysokiego tempa wzrostu płac. Polska jest drugim po Litwie krajem UE z najwyższą dynamiką cen usług. To może być jeszcze przez pewien czas zjawisko bolesne dla konsumentów.

W listopadzie inflacja wyniosła 2,6 proc., wobec 2,5 proc. w październiku. Przypomnę, że cel, w pobliżu którego NBP powinien utrzymywać dynamikę cen konsumpcyjnych w długim okresie, wynosi 2,5 proc. Używając uproszczonego żargonu, inflacja znajdująca się w pobliżu celu oznacza, że gospodarka nie jest ani przegrzana, ani schłodzona. A mówiąc bardziej precyzyjnie, oznacza to, że gospodarka nie jest ani przeinwestowana, ani nie doświadcza nadmiernego bezrobocia (pewnie możnaby podać jeszcze kilka innych wyjaśnień, co w praktyce oznacza stabilna i umiarkowana inflacja – to wymienione na pewno zawiera w sobie uproszczenia).

Jednocześnie są obszary gospodarki, w których presja cenowa jest bardzo wysoka na tle historycznych trendów. Chodzi głównie o usługi. GUS podał, że w listopadzie ceny usług wzrosły aż o 5,3 proc., wobec 4,5 proc. w październiku. Na wykresie pokazuję dłuższy szereg pochodzący z Eurostatu, który stosuje nieco inne wagi. Z tych danych wynika, że ceny usług w listopadzie wzrosły o 4,8 proc., czyli praktycznie w tempie widocznym ostatni raz w szczycie przegrzania gospodarki w 2008 r. (wtedy gospodarka była ewidentnie przeinwestowana, co dotyczyło szczególnie nieruchomości – wielkość inwestycji znacząco przekraczała dostępne krajowe oszczędności, co generowało szybki wzrost zadłużenia zagranicznego).

Są dwa główne źródła wzrostu cen usług. Po pierwsze, jest to szybki wzrost płac – dlatego ceny rosną szybko tam, gdzie płace wykazują wysoką dynamikę i gdzie odczuwalne są niedobory pracowników. Dobrym przykładem są ceny usług lekarskich, które wzrosły w listopadzie o 6,1 proc. rok do roku. Po drugie, źródłem wzrostu cen usług są zmiany regulacyjne, dotykające szczególnie usługi komunalne. Wywóz śmieci jest średnio aż o jedną trzecią droższy niż przed rokiem, co wynika w dużej mierze ze zmieniających się zasad segregowania odpadów.

Bardzo ważne dla trendów inflacyjnych w Polsce w najbliższym roku będą pierwsze miesiące 2020 r. Wtedy wchodzą nowe cenniki w wielu obszarach gospodarki i będzie widać, czy na decyzjach firm i samorządów bardziej ciążą rosnące koszty czy spowolnienie gospodarcze. NBP prognozuje, że inflacja w pierwszym kwartale może zbliżyć się do 4 proc., choć później zacznie opadać. Ta prognoza późniejszego opadania oparta jest na przekonaniu, że ceny usług nie wzrosną skokowo na początku roku (wtedy efekt ich wzrostu byłby widoczny we wskaźniku inflacji przez cały rok). Będzie to więc dla trendów cenowych bardzo ważny moment.

Źródło danych ekonomicznych: LINK

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela.

Sprawdź na:  www.spotdata.pl/ogolna

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.
 
Nareszcie ścieżki Wielkiej Brytanii się klarują

Wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii ostatecznie przesądziły kwestię wyjścia tego kraju z Unii Europejskiej. W obecnej sytuacji jest to dobra wiadomość, która niweluje niepewność związaną z całym procesem brexitu i może potencjalnie nawet przyczynić się do ożywienia gospodarczego w Europie. Choć preferowałbym znacznie scenariusz pozostania WB w Unii, to wieczne przeciąganie liny i brak jednoznacznej decyzji mogły być czynnikiem obniżającym dynamikę inwestycji w Europie.

Z tego samego powodu entuzjastycznie  wyniki wyborów przyjął funt. Szybkie wyjście z UE jest dla gospodarki znacznie lepsze niż długotrwała niepewność.

Partia Konserwatywna zdobyła znaczącą przewagę w Izbie Gmin, wkrótce więc parlament przyjmie porozumienie wynegocjowane przez Borisa Johnsona (budujące na wynikach wcześniejszego porozumienia Theresy May). Wielka Brytania prawdopodobnie pod koniec stycznia 2020 r. wyjście z UE. Rozpocznie się dwuletni okres przejściowy, w czasie którego ma zostać wynegocjowane porozumienie handlowe. W okresie przejściowym zasady współpracy będą bardzo zbliżone do obecnego modelu członkostwa.

Kształt przyszłego porozumienia handlowego jest nieznany i będzie generował jakąś niepewność. Ale samo rozstrzygnięcie terminu brexitu oraz warunków przejściowych tego procesu jest dużym krokiem do przodu, niwelującym niepewność gospodarczą. To dlatego kurs funta wobec euro wzrósł do najwyższego poziomu od 2006 r.

W przyszłości Wielka Brytania prawdopodobnie otrzyma podobny status, co Kanada i Japonia – kraju z umową o wolnym handlu. Choć po doświadczeniach ostatnich trzech lat można spokojnie założyć, że okres przejściowy będzie trwał więcej niż dwa lata.

Kurs GBP/PLN – źródło: Bankier.pl

Źródło danych ekonomicznych: LINK

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela.

Sprawdź na:  www.spotdata.pl/ogolna

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.
 

 

Jest Zielony Ład – zaczyna się prawdziwa rewolucja

Komisja Europejska przyjęła Europejski Zielony Ład (Green Deal for Europe), czyli jeden z najbardziej rewolucyjnych dokumentów w polityce gospodarczej współczesnej Europy. Nie mam bowiem najmniejszych wątpliwości, że transformacja energetyczna to najgłębsza zmiana czekająca europejską gospodarkę w nadchodzących latach. Nie tyle ze względu na samą wielkość inwestycji, ale ze względu na sposób jej przeprowadzenia – jest to rewolucja zarządzana ze szczebla politycznego i wiążąca się z bardzo silną ingerencją regulacji wymuszających zmiany technologiczne, które same z siebie postępowałyby znacznie wolniej. Ingerencja jest zapewne konieczna. Ale sposób jej przeprowadzenia wciąż jest sprawą otwartą.

Europejski Zielony Ład zakłada, że do 2050 r. UE stanie się gospodarką neutralną emisyjnie, czyli nie będzie emitować gazów cieplarnianych ponad to, co będzie wycofywane z atmosfery. Jednocześnie cele pośrednie na 2030 r. mają zostać znacznie zaostrzone – redukcja emisji ma wynieść 50-55 proc. wobec poziomu z roku 1990 r., w porównaniu z wcześniej planowanymi 40 proc. Aby zrealizować te cele, redukcja emisji będzie musiała być dwukrotnie mocniejsza niż w ostatniej dekadzie, która była przecież dekadą kryzysową. Do tego potrzebnych będzie wiele trudnych działań – rozważany jest m.in. graniczny podatek węglowy (carbon border tax), ograniczający import z krajów o wysokich emisjach, blokujący ucieczkę miejsc pracy w przemyśle z Europy.

Co istotne, transformacja energetyczna wyjdzie poza energetykę i zacznie mocno dotykać branże, które do tej pory były przed nią w miarę chronione – przemysł, transport, budownictwo, czy rolnictwo.

Trzeba zauważyć, że udział branż najmocniej dotkniętych transformacją energetyczną w zatrudnieniu ogółem jest najwyższy w krajach Europy Środkowej. Pokazuję to na wykresie, na którym widać łączny udział wydobywania ropy/gazu/węgla, energetyki, produkcji metali, surowców niemetalicznych i samochodów oraz transportu lądowego i powietrznego. Na przykład, w Polsce branże zagrożone stanowią niemal 10 proc. zatrudnienia, ponaddwukrotnie więcej niż średnio w Unii Europejskiej.

To te kraje będą musiały ponieść relatywnie największy wysiłek zmiany (w relacji do PKB), więc stawiają warunek – zgodzą się na Europejski Zielony Ład w zamian za bardzo wysokie wsparcie finansowe. Komisja Europejska proponuje 100 mld euro na transformację energetyczną. Ale szczegóły tej propozycji nie są jeszcze znane, a mogą być bardzo istotne. Jeżeli część pieniędzy to będą fundusze już obecne w wieloletnim planie finansowym UE, a część to pożyczki, to ciężko będzie uznać te 100 mld euro za istotną kwotę.

Inne wyzwanie polega na określeniu docelowego miksu energetycznego, czyli struktury źródeł energii. Eksperci wskazują, że transformacja energetyczna będzie niewykonalna bez przynajmniej częściowego udziału energii jądrowej w miksie. Odnawialne źródła energii nie dostarczą całej energii, potrzebne będą sterowalne jej źródła, a po wyeliminowaniu paliw kopalnych na polu gry pod tym względem zostaje tylko energia jądrowa. Jednak ze względu na presję polityczną partii ekologicznych w oficjalnych dokumentach brakuje wsparcia dla energii jądrowej. Uzasadnione jest zatem pytanie, czy nadmierna ingerencja polityczna w strukturę transformacji energetycznej nie uczyni jej nadmiernie kosztowną.

Bez względu na wszystkie wątpliwości, Polska musi szykować się na duże inwestycje i istotne zmiany regulacyjne.

Źródło danych ekonomicznych: LINK

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela.

Sprawdź na:  www.spotdata.pl/ogolna

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.
 
OECD sygnalizuje odwracanie się cyklu w Chinach, rynek to kupuje

Indeks wyprzedzający koniunktury OECD nie należy do wskaźników, które często analizuję, ale tym razem warto zwrócić uwagę na jego wskazania. Pokazuje on bowiem odwrócenie cyklu koniunktury w Chinach. Inwestorzy wydają się wierzyć w taki rozwój sytuacji. Wrażliwe na zmiany chińskiego popytu ceny miedzi bardzo mocno wzrosły w ostatnich dniach. Czy to game changer?

OECD co miesiąc publikuje tzw. Composite Leading Indicator, który na podstawie wielu danych ekonomicznych ma wychwytywać zmiany w cyklu koniunktury. Skuteczność tego wskaźnika bywa różna, ale na odczyt dla Chin warto zwrócić uwagę. CLI dla Chin zanotował w październiku (ostatnie dostępne dane – opublikowane w tym tygodniu) najwyższy wzrost od kwietnia 2017 r. A co ważniejsze, wskaźnik dość wyraźnie oddalił się od dna sygnalizującego dołek cyklu. Nie jest to duży ruch i można go zaliczyć do kategorii niemrawych sygnałów ożywienia światowej koniunktury. Ale trudno go też zlekceważyć.

Jednocześnie mocne wzrosty w ostatnich dniach zanotowały ceny miedzi, które można uznać za papierek lakmusowy koniunktury w Chinach ze względu na wysoką płynność rynku i ogromny udział Chin w globalnym zużyciu tego metalu. We wtorek ceny miedzi na LME w Londynie wzrosły do najwyższego poziomu od połowy lipca, zyskując w ciągu pierwszych dni obecnego miesiąca 3,7 proc.

Wśród analityków coraz częściej słychać opinię, że nadchodzi zmiana w globalnych trendach makroekonomicznych. Wprawdzie wciąż fatalne są dane z Niemiec, ale widać pewną poprawę kluczowych wskaźników w USA i właśnie w Chinach.

Źródło danych ekonomicznych: LINK

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela.

Sprawdź na:  www.spotdata.pl/ogolna

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.
 

 

Indeks zaskoczeń w dół, prognozy w dół

Indeks zaskoczeń ekonomicznych dla polskiej gospodarki konstruowany przez SpotData obniżył się ostatnio bardzo wyraźnie poniżej zera. To pokazuje, że dane z polskiej gospodarki zaskakiwały mocno negatywnie. W takich momentach zwykle instytucje finansowe rewidują swoje prognozy. Tak jest też tym razem. Prognozy wzrostu gospodarczego na 2020 r. zbliżają się do 3 proc.

Indeks zaskoczeń jest zbudowany na podstawie piętnastu wskaźników makroekonomicznych, głównie miesięcznych. Pokazuje w wystandardyzowany sposób, jaka jest różnica między faktycznymi odczytami tych wskaźników podawanymi przez GUS, a oczekiwaniami rynkowymi. Pod koniec listopada indeks spadł do najniższego poziomu od jesieni 2016 r. Później lekko odbił, ale wciąż znajduje się wyraźnie poniżej zera.

W przeszłości przy tak głębokich spadkach naszego indeksu zwykle obserwowaliśmy też rewizje prognoz przez instytucje finansowe. Nie inaczej jest tym razem. Kilka dużych banków wyraźnie obniżyło prognozy na 2020 r. Na przykład, mBank przewiduje wzrost w tempie 2,8 proc., a Credit Agricole – 3 proc. Mediana prognoz wciąż wynosi ok. 3,5 proc., ale może się wkrótce ruszyć w dół. Jednocześnie prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński powiedział niedawno, że jest pewien, że tak głębokie obniżki prognoz są nieuzasadnione. Przypomnę, że listopadowa projekcja NBP wskazywała na wzrost w 2020 r. rzędu 3,6 proc.

***

Dziś uruchomiliśmy serwis PB Forecast, bieżący monitoring danych i informacji branżowych. Udostępniamy w nim:

=> monitoring trendów ekonomicznych i regulacyjnych w Unii Europejskiej,

=> monitoring trendów ekonomicznych i regulacyjnych w Europie wschodniej (Białoruś, Rosja, Ukraina),

=> monitoring trendów w branży opakowań,

=> monitoring trendów w branży metalowej,

Wkrótce w ramach serwisu będziemy uruchamiali kolejne monitoringi. Zapraszamy do zapoznania się z możliwościami oferowanymi przez serwis! https://www.pb.pl/forecast/

Źródło danych ekonomicznych: LINK

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela.

Sprawdź na:  www.spotdata.pl/ogolna

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


O Autorze:
Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.
Francja nie przestaje zadziwiać

O ile Niemcy egzemplifikują w tym momencie wszystkie niebezpieczne cechy cyklu koniunktury (pisałem o tym w piątek), o tyle Francja pokazuje szanse jakie stoją przed europejską gospodarką w najbliższych kwartałach. Pomimo recesji w światowym handlu, inwestycje we Francji wyraźnie przyspieszyły. To ważne zjawisko, bo inwestycje są najważniejszym czynnikiem wahań koniunktury. Fakt, że w drugiej najważniejszej gospodarce Unii Europejskiej nastąpiło ożywienie w tej dziedzinie, jest dobrym sygnałem.

Eurostat podał w piątek wszystkie szczegółowe dane o PKB i jego komponentach w krajach UE. Sam PKB w UE wzrósł w trzecim kwartale o 1,7 proc. rok do roku, lekko szybciej niż kwartał wcześniej (1,3 proc. – dane nieodsezonowane). Ale to już wiedzieliśmy wcześniej. Moją uwagę przykuły natomiast właśnie dane inwestycyjne, bo w nich widać pewne światełko w tunelu. Wprawdzie w całej UE inwestycje dość wyraźnie spowolniły w trzecim kwartale, ale ich dynamika wciąż jest dodatnia i wyższa niż dynamika PKB, mimo niekorzystnych sygnałów popytowych płynących ze strony handlu międzynarodowego. W ujęciu rok do roku wzrosły o 3,8 proc.

Bardzo pozytywnie wyróżnia się Francja, gdzie inwestycje wzrosły o 4,5 proc. rok do roku, odnotowując najwyższą dynamikę od końca 2017 r. (na wykresie widać dane wyrównane sezonowo, które pokazują wzrost o 3,8 proc. – też wyższy niż w poprzednich kwartałach). Co ważne, jest to w dużej mierze zasługa nakładów na maszyny i urządzenia, co wskazuje na rosnącą aktywność inwestycyjną sektora przemysłowego. Można to uznać za pozytywną niespodziankę, biorąc pod uwagę fakt, że dane produkcyjne w Europie są bardzo słabe i wskazują na malejącą aktywność.

To nie pierwsze dane, które stawiają gospodarkę francuską w dobrym świetle. Już wiele miesięcy temu wskazywałem, że francuski przemysł radzi sobie zaskakująco dobrze na tle niemieckiego.

Ale poczekałbym z otwieraniem szampana. To, co jest niepokojące, to późno-letnie pogłębienie fali recesji przemysłowej w Europie. Latem wydawało się, że koniunktura w przemyśle zaczyna się powoli poprawiać, ale ostatnie dane za wrzesień i październik poddały to w wątpliwość. Jeżeli jesień nie przyniesie odbicia w produkcji, to firmy mogą zareagować obniżeniem inwestycji.

Źródło danych ekonomicznych: LINK

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela.

Sprawdź na:  www.spotdata.pl/ogolna

Poniższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


O Autorze:
Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.