Firmy będą chomikowały pracowników

Stopa bezrobocia w Polsce jest wciąż bardzo stabilna, co jest pozytywną informacją, biorąc pod uwagę skalę spadku PKB w tym roku. Ale jednocześnie plany firm wskazują, że liczba osób bez pracy może rosnąć. Jak mocno? Najważniejsze teraz będzie, czy firmy zobaczą perspektywę poprawy sytuacji w 2021 roku i zdecydują się chomikować pracowników – utrzymać ich w pracy mimo braku zadań dla nich. Sądzę, że jest szansa, że takie zjawisko wystąpi na całkiem dużą skalę. Tym bardziej, że rząd wprowadza kolejny pakiet pomocowy dla przedsiębiorstw.

Stopa bezrobocia rejestrowanego w październiku wyniosła 6,1 proc., czyli dokładnie tyle ile we wrześniu. W ciągu roku stopa ta wzrosła o 1,1 pkt proc., czyli relatywnie niewiele. Dla porównania, w rok po upadku Lehman Brothers wzrosła o 2 pkt proc. A teraz spadek PKB jest znacznie większy niż wtedy. Po odjęciu z danych efektów sezonowych, stopa bezrobocia wynosi 6,3 proc. i była stabilna w ostatnich miesiącach.

Jednak musielibyśmy mieć dużo szczęścia, by stopa bezrobocia w ogóle nie wzrosła w nadchodzącym czasie – nawet pomijając jej sezonowy wzrost zimą. Deklaracje firm wskazują, że są one raczej skłonne do zwalniania niż zatrudniania pracowników. Z comiesięcznych badań GUS wynika, że skłonność do zatrudniania (różnica między odsetkiem firm przewidujących wzrost zatrudnienia i odsetkiem firm przewidujących spadek zatrudnienia) wynosi w listopadzie od -0,1 proc. w usługach biznesowych do -19,3 proc. w hotelarstwie i gastronomii. A zatem więcej jest firm szykujących się do zwolnień niż tych, które planują zwiększanie zatrudnienia.

O ile może wzrosnąć stopa bezrobocia? Szacuję, że od 0,5 do 1 pkt proc., pomijając efekty sezonowe. To by oznaczało, że w kwietniu stopa bezrobocia rejestrowanego podawana przez GUS wyniesie ok. 7 proc. Wzrost będzie bolesny, ale to wciąż jest mniejszy wstrząs niż można było obawiać się wiosną. Przypomnę, że u progu epidemii powszechne były prognozy, że stopa bezrobocia wzrośnie do dwucyfrowych poziomów (sam tak sądziłem).

Rynek pracy na pewno ratują poprawiające się perspektywy na przyszły rok. Szczepionki, nowe technologie testowania oraz powolne nabywanie odporności na koronawirusa przez coraz większy odsetek ludzi na świecie sprawiają, że panuje powszechne przekonanie, że w ciągu kilku kwartałów epidemia minie. Wtedy aktywność gospodarcza powinna wrócić do normy. Możliwe jest nawet, że duże wsparcie fiskalne sprawi, że aktywność przejściowo będzie bardzo wysoka. Dziś optymizmu pod tym względem jest znacznie więcej niż na wiosnę.

Z powodu tych poprawiających się oczekiwań część firmy może zechcieć przetrzymać pracowników. Jak to się mówi w ekonomii – chomikować. Widać zresztą, że dziś plany dotyczące zatrudnienia są nieporównanie mniej pesymistyczne niż na wiosnę, mimo że sama fala epidemiczna jest nieporównanie większa. Te firmy, które mają solidniejszą pozycję płynnościową, będą starały się przeczekać jesienno-zimowy wstrząs. Tym bardziej, że struktura rynku pracy w Polsce jest taka, że po powrocie normalności znów trudno będzie znaleźć wykwalifikowanych pracowników. Wielu przedsiębiorców, którzy mają gotówkę na przetrwanie i którzy patrzą długookresowo, zdaje sobie z tego sprawę.

Powyższy tekst pochodzi z newslettera Dane Dnia prowadzonego przez Ignacego Morawskiego, dyrektora centrum analiz SpotData. Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

O Autorze:

Ignacy Morawski

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData

Ignacy Morawski jest pomysłodawcą projektu i szefem zespołu SpotData. Przez wiele lat pracował w sektorze bankowym (WestLB, Polski Bank Przedsiębiorczości), gdzie pełnił rolę głównego ekonomisty. W latach 2012-16 zdobył wiele wyróżnień w licznych rankingach, zajmując m.in. dwukrotnie miejsce na podium konkursu na najlepszego analityka makroekonomicznego organizowanego przez „Rzeczpospolitą” i Narodowy Bank Polski. W 2017 roku znalazł się na liście New Europe 100, wyróżniającej najbardziej innowacyjne osoby Europy Środkowej, publikowanej przez „Financial Times”. Absolwent ekonomii na Uniwersytecie Bocconi w Mediolanie i nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim.